Zawsze marzył mi się mały ogródek warzywny.Gdy przeprowadziliśmy się na wieś do swojego domu z ogrodem byłam pewna, że szybko zrealizuję moje marzenie. Okazało się,że to nie taka prosta sprawa. Ziemie u nas bardzo słabe, praktycznie same piaski.Sadzenia było sporo a plony marne. W tym roku postanowiliśmy zrobić podwyższane grządki. Na początek dwie małe. Drewniane kwatery nawet ciekawie wyglądają. Podglądałam w Waszych blogach. Wiele osób obecnie wypróbowuje tą metodę. Cieszę się, bo będę miała z kim wymieniać się doświadczeniami. Liczę też na Wasze podpowiedzi.
Ziemia w kwaterach pochodzi z naszego kompostownika. Ponieważ w okolicy jest stadnina koni, postanowiłam zrobić naturalny nawóz z odchodów końskich. Odchody zalałam wodą. Teraz muszą trochę postać. Potem, zgodnie z instrukcją znajomego ogrodnika, po rozcieńczeniu z wodą będę nimi od czasu do czasu podlewała moje roślinki.
Na jednej grządce posadziłam szczypior, cebulkę siedmiolatkę, pietruszkę seler , kalarepkę i zieloną sałatkę.
Na drugiej królują poziomki i truskawki. Już mam ochotę posadzić ich więcej, ale mąż studzi moje zamiary po ostatnich nieudanych próbach.
Teraz każdego ranka wychodzę na ogródek i sprawdzam o ile już co urosło.
W przyszłości myślę o małej szklarence. Wtedy rozsadę będę robiła sama. W tym roku kupiłam na targu.
Już nie potrafię się doczekać na kromkę swojego upieczonego chleba z masłem i szczypiorkiem ze swojego ogródka.

